Gdyby się zastanowić kiedy najlepiej wybrać się na sandacza, to ja już podpowiadam, lato, ciepłe lato. Jig to najlepsza przynęta. Gig to kopytka jak i koguty. Wiadomo też, że po tarle samice sandacza ruszają pierwsze za poszukiwaniem pokarmu, samiec sandacza raczej pilnuje gniazda i jego trzeba szukać. Kiedy porzucamy na wodach zbiorników które nie są przelotowymi i o nie wielkiej głębokości tak do 4/5m to się przekonamy że sandacz bardzo często pobija gumki koloru białego i żółtego. Z brokatem w paski oby w tych odcieniach.
Co innego jeżeli znajdziemy się na zbiorniku zaporowym, wtedy należy szukać sandacza w nurcie starych koryt jak i blisko silniejszego odpływu z zbiornika jak i przypływu do zbiornika, dobrze jest jeżeli się ma łódź bo dostęp łatwiejszy do miejsc gdzie lubi czatować na zdobycz. Szukamy go tez w głównym nurcie zbiornika zaporowego przy spuszczaniu wody, woda jest bardziej dotleniona tam napotkamy tez duże okonie jak i
szczupaka.
.Piszę o spinningu bo jak do tej pory jest to najlepsza metoda na tego drapieżnika, czasami uważanego za nocnego łowcę co jest nie sprawiedliwe wobec niego. Nie raz piękne sztuki lądowały w łodzi w samo południe.
W sierpniu sandacze powoli zmieniają swoje miejsca i przemieszczając się na szersze wody i wtedy to najlepszy sezon a zdobycz oczekuje na krawędziach spadów w otwarte jezioro, na stopniach podwodnych, ale również w największych głębiach - zwłaszcza podczas upalnych dni. Wtedy polujemy w nocy, i tu się sprawdza to powiedzenie nocny. Powiem jeszcze jedno, w tak ciepłe noce i Kidy świeci księżyc sandacze SA pod samą powierzchnia i wtedy coblery nisko schodzące dają piorunujący efekt, ale cóż nasi wędkarze często o tym nie zapominają, lub w ogóle nie wiedza. A radze spróbować nocnego spinningu w takich warunkach. A i sum się trafi.
Pod koniec lata można uprawiać interesujący spinning na sandacza z zastosowaniem spoona. Jak i innych przynęt ale w kolorze fioletu. Wtedy na wybranym stanowisku na krawędzi płycizny rzuca się spoona dodatkowo obciążonego w kill, zarzucamy, zanurzamy go na głębokość 6-7 metrów i ciągnąc po dnie w taki sam sposób jak jiga, od czasu do czasu szarpiąc nim i puszczając do swobodnego unoszenia się w wodzie i następuje pobicie, ja mam zawsze żyłki przy takiej technice fluo. Bo zawsze widzę nawet nie czując pobicia jak żyłka czasami odpływa w prawo, lewo czy się luzuje, wtedy zacinam.
No cóż życzę dużo słońca i księżycowych nocy, i niech nikt nie mówi, że nie miał brań bo świecił księżyc..