Nie tak dawno jeszcze kto by tam łowił na boczny trok. Dzisiaj robi to prawie każdy. Pomimo tego chciałbym podzielić się moim doświadczeniem w tej metodzie. Bo temat ten to nie tyko wrzucić i podciągać ale cały arsenał niuansów. Prowadzenie przynęta itd.
A czy podzielicie moje zdanie to już sprawa każdego z osobna. Piszę co i jak jako ja.
Kiedy już zawodzą wszystkie inne techniki i sposoby bo rybka nie żeruje tak byśmy osiągnęli satysfakcję wtedy jedyna szansa w bocznym troku. Nie raz już się o tym przekonałem. Ale i to nie jest takie proste, umiejętność prowadzenia paproszka jest nie lada sztuką. Koledzy którzy pozjeżdżali z niczym, to trochę martwi. Tym bardziej, że dwoje z nich łowiło na małe żywczyki. Ale położenie żywca nie wystarcza. Pora roku jest też bardzo ważna. Ja posiadam łódź i dlatego mam przewagę nad tymi z pomostu czy brzegu piszę tu szczególnie o połowie okoni. Jesień to eldorado dla okoni i moje.
Mgła, wiatry, plucha, zimno aż do kości to jest to co lubią okonie i ja .Ranki są moje.
Ubieram się ciepło i na wodę .Mam pewne swoje miejscówki, pewne powiedziałem, no tak w wędkarstwie nie ma nic pewnego. Jednak boczniak pozwala mi tak myśleć. Bo jest to broń na cacy. Łowię na dosyć dużym zbiorniku, 750ha lustra wody a głębokość do 12,5 metra okonia łowię na 5,5 do 8,5 W dołkach, na spadach w rowach. Pod trzcinami
Popływałem trochę echosonda i zakotwiczyłem łódź na bulgotce to takie miejsce gdzie wodę wpompowują z rzeki Skawa. Kilka razy przeciągnąłem i jest sztuka, średniak. Kiedy po zacięciu , no chyba szczupaka, bo zerwał troka postanowiłem popłynąć w inne miejsce, nie powiem, że zrobiłem źle. Brania były całkiem całkiem. Kilkanaście sztuk i do wody a ja do domu.
To był nie zły wynik jak na takim pustkowiu.
Dobór odpowiedniej przynęty, ładny dołek, nie skarpa, 8,5 metra,, lekko zarośnięte dno, kije 5/12 cw i krótkie ale energiczne ruchy .no i przynęta, paproszek riperek 3,5 cm biało czerwony, czy on był sprawcą tego, że do brzegu dopłynąłem z uśmiechniętą twarzą bardzo zadowolony, nie, wszystko razem, okoliczności. To czemu Ci co łowili na bocznym troku na żywczyka, nie mieli nic, bo dwa ogniwa wypadły, łowili na mulistym dnie, ja wiem gdzie, .i kije sztywne jak na suma.No tak nie można. Raz nie czujesz szczypnięcia a po drugie na tak sztywnym kiju zrywasz.
Kij do połowu okonia musi być czuły jak kochanek w łóżku. Kiedy kupuje kij to muszę się przyznać, że nigdy nie na jakieś tam litery i cyfry. ( zawsze to chciałem napisać, ale jak czytam na forze te nie zrozumiałe pisaniny to mam obawę ze ktoś czasami nie wie czego chce ) Ja kupuję z ręki do reki, trzymam wiem co mam, chodzę po sklepach i szukam, szukam i dotykam, przymierzam jak garnitur do ślubu. Co mnie tam cyferki, wiem ma być kij na dorsza więc wybieram sam, na dorsza, na okonia, to na okonia. Pisze ktoś, kupiłem kołowrotek, poradźcie jaki kij dokupić. Kupuję najpierw kij potem kołowrotek. Kto widział takie rzeczy, kupować kij na słuch i numery.
No właśnie kołowrotek, zaraz tez napisze, ale to tylko do wiadomości bo jego tez kupowałem jak i inne na dotyk i wygląd, mam do kijka okoniowego mały kołowrotek i to mnie zadowala, Jexnon MINX XT 0505,2 :1 5 łożysk. Taki jest w zupełności wystarczający.
Żyłka to jak już pisałem Sufix 0/14 i na drugiej szpuli 0,16 w całości, bez podwijania.
Jest tego na szpuli 600m i starcza mi tez na robienie boczniaków i obciążenia.
Zestawy zawsze tak, pierwszy do połowu przy łodzi, drugi na wyrzut na skarpę i ściąganie w dół, głębiej.
Przynęty to gumki i tylko gumki, na rzece czasami zakładam małego wobka,
Oczywiście krętliki potrójne. Oliwka zawsze na stałe na agrafce do szybszej wymiany bo czasami trzeba zmieniać tak od 8 gr do około 15 gr. Paproszków nie trzymam na agrafce, zawsze wymieniam cały przypon. Na rzece tylko ten drugi zestaw. Brania na takie zestawy są bardzo delikatne, albo szczytówka leciutko podnosi się do góry i luzuje się żyłka albo szczytówka się leciutko ugina w dół, wtedy robimy mu jaszcze trochę luzu , moment i zacinamy. Hol to cudowne odczucie.
Sama technika prezentacji przynęty nie jest znowu tak trudna. Osobiście, a szczególne jesienią zawsze robię to drobnymi kroczkami, za pomaca szczytówki i zwijania na raz czy dwa obroty kręciołkiem, czasami powoli i jednostajnie pod łódź i pod łodzią jeszcze kilka razy szarpnę i powoli do góry, czasami i to nie raz okoń idzie za przynętą i pobija pod sama powierzchnią. Dobrze jest, jak to niektórzy robią dodać na haczyk kulkę styropianu, ja tego nie robię. Wydaje mi się, że jeżeli dobrze prowadzę to nie ma to sensu, a zaczepy są i będą
To tak w wielkim skrócie o tej technice i metodzie na boczniaka..dla młodych bo stare wygi wiedza.
No nie jestem Matejko ale mniej więcej tak.
